Blog > Komentarze do wpisu
księga twarzy, księga życia

Jakiś czas temu, niedługi, miałam przyjemność uczestniczyć w bardzo sympatycznym spotkaniu towarzystkim przy muzyce, wódce i chipsach, nazywanym potocznie imprezą. Że akurat przypadało Wszystkich Świętych, obchodzone według miejscowej, barbarzyńskiej tradycji jako Halloween, gospodyni nałożyła na nas obowiązek kostiumowy, co w znacznym stopniu podwyższyło tzw. level frajdy uczestników. Nie o tym jednak chciałam...

To, o czym chciałam, nadeszło niespodziewanie nazajutrz (i nie chodzi bynajmniej o kaca). Zaczęło się dosłownie z pierwszymi promieniami jutrzeki, choć do mnie dotarło znacznie później, gdyż z racji stanu poimprezowego oraz stanu pogody, postanowiłam tego dnia pozostać nieaktywna do późnych godzin popołudniowych.

Otóż około godziny 16.00 dostałam esemesa z pytaniem, czy wszystko w porządku, bo jeszcze nie wrzuciłam, żadnych zdjęć na Facebooka (i tu prośba o niezwłoczne dokonanie uploadu). Nie wychodząc z łóżka włączyłam komputer, który objawił mi oto, iż zaiste jestem jedyną osobą, na której facebook'owym profilu nie widnieją wspomniane fotki. Ten sam zestaw zdjęć - jako, że pula ich była ograniczona, - pojawił się na naszym rodzimym portalu społecznościowym już o 4.20 rano, czyli wraz z pianiem pierwszych kurów, bądź zaraz po powrocie z imprezy.

Zaczęłam się zastanawiać (nie, żebym się nie zastanawiała już wcześniej, ale teraz zaczęłam się zastanawiać intensywniej), jaką rolę pełnią portale społecznościowe w naszym życiu. I nie mam tu bynajmniej zamiaru powtarzać ciągnących się w nieskończoność wątków o zdziczeniu obyczajów na NK, bo zaintrygowało mnie zupełnie coś innego.

* * *

Wiele mówiło i pisało się do tej pory o tym, że portale społecznościowe pełnią rolę zastępczą we współczesnym życiu wspólnotowym, że są surogatem zanikających stosunków społecznych, dają złudzenie bliskości, więzi, spotkań towarzystkich, które przestają mieć miejsce w realu, by przenieść się w rzeczywistość wirtualną li i jedynie. O ile wiele jest w tym prawdy, o tyle wydarzenia tamtego dnia przekonały mnie, że pełnią one także zupełnie inną rolę.

Portale społecznościowe stały się bowiem przestrzenią niejako potwierdzającą faktyczne istnienie zdarzeń z rzeczywistości, kliszą, na której odbija się nasze realne życie, która nie służy jednak do wywoływania wspomnień, lecz do utwierdzania nas samych w przekonaniu, że to co na niej utrwalone, naprawdę się wydarzyło. Jakbyśmy nie ufali swoim własnym doznaniom zmysłowym czy mentalnym w odbiorze świata i jakby to, czego właśnie doświadczamy nie miało znaczenia, dopóki nie trafi do przestrzeni uprawomocniającej zdarzenia.

* * *

Nasza impreza odbyła się przecież naprawdę. Spotkaliśmy się na niej fizycznie, empirycznie odbieraliśmy muzykę z radia, organoleptycznie doświadczaliśmy chipsów i wódki, wchodziliśmy ze sobą nawzajem w interakcje. Nie może być więc mowy o żadnym zastępowaniu czy symulowaniu życia społecznego. A jednak dopiero przeniesienie tego zdarzenia we wspólną dla jego uczestników przestrzeń wirtualną, nadało mu realny status. Tak jakby w naszej świadomości nic nie mogło się wydarzyć, dopóki nie znajdzie się na Facebooku.

profil

czwartek, 12 listopada 2009, heizez

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: